Cmentarz we Wszystkich Świętych

Alkohol nie skraca żałoby. Smutek poczeka do rana.

Pierwszego listopada po wizycie na cmentarzu wiele rodzin siada razem do stołu i ktoś nalewa kieliszek za tych, których już nie ma. Piszę o tym, dlaczego po stracie alkohol dostaje przyzwolenie, jakiego nie ma nigdy indziej, i co naprawdę robi z żałobą.

Za kilka dni na cmentarzach znowu zrobi się jasno od zniczy. Ludzie przyjadą z drugiego końca Polski, postoją przy grobach, poprawią kwiaty, porozmawiają półgłosem z kimś, kogo dawno nie widzieli. Wieczorem przy stole zapewne padnie „za mamę” albo „za dziadka”. To jedyny toast, którego prawie nikt nie odmawia. Odmowa wyglądałaby jak brak szacunku dla zmarłego.

W gabinecie często słyszę zdanie, od którego zaczyna się cała historia: „Zaczęło się po pogrzebie”. Nie po rozwodzie, nie po utracie pracy. Po pogrzebie ojca, żony, czasem przyjaciela. Alkohol był w tym życiu już wcześniej, ale nim nie rządził. Potem przyszła strata, a razem z nią przyzwolenie, o które nie trzeba było prosić.

Tym tekstem zamykam jesienny cykl o uzależnieniu jako sprawie zdrowia psychicznego, który zacząłem od pytania, czy uzależnienie to choroba. Żałoba pasuje do niego bardziej, niż by się mogło wydawać, bo to stan, w którym granica między smutkiem a piciem zaciera się najłatwiej.

Po stracie nikt nie liczy kieliszków

Kiedy umiera ktoś bliski, ludzie wokół nie wiedzą, co powiedzieć. Słowa wydają się zbyt małe, więc często zamiast nich pojawia się butelka. Przy stypie. Wieczorem po pogrzebie, kiedy goście już wyjdą. Tydzień później, kiedy przyjaciel wpada „posiedzieć”. „Napij się, ulży ci”. „Dziś ci wolno”. „Należy ci się”.

Nikt nie mówi tego w złej wierze. Wielu z nas po prostu tak nauczyło się okazywać współczucie: bez słów, przy stole, z kieliszkiem. Kłopot w tym, że to przyzwolenie nie ma daty ważności. Mija miesiąc, potem trzy, a wieczorne picie nadal tłumaczy się tak samo. „Przecież on to przeżywa”. „Przecież stracił żonę”. Kto miałby sumienie zwrócić mu uwagę?

Jest też druga strona, o której rzadko mówi się na głos. Picie po stracie potrafi wyglądać jak pamięć. Ktoś nalewa sobie wieczorem kieliszek, bo tak robił z ojcem w każdą sobotę. Ktoś pije „jego” wódkę albo „jej” wino. Odstawienie alkoholu zaczyna wtedy przypominać zdradę, jakby razem z kieliszkiem trzeba było oddać kawałek zmarłego.

Co alkohol robi ze smutkiem

Wieczorem alkohol działa tak, jak można się tego spodziewać. Wycisza. Odsuwa myśli. Pozwala zasnąć bez godzinnego wpatrywania się w sufit. W pierwszych tygodniach po stracie wydaje się to wybawieniem i trudno komuś tę ulgę odbierać. Tyle że rano smutek czeka dokładnie tam, gdzie go zostawiliśmy. Przez noc nic się z nim nie stało. Do tego dochodzi zmęczenie, rozbity sen, czasem lęk i wstyd za wczorajszy wieczór. Człowiek dźwiga więc wtedy dwa ciężary zamiast jednego.

Żałoba to praca, której nie da się przeskoczyć czy przyspieszyć. Trzeba wspominać, płakać, złościć się, mówić o zmarłym i stopniowo przyjmować do wiadomości, że on już nie wróci. To boli i dlatego tak kusi, żeby ten ból czymś przykryć. Zneutralizować. Alkohol nie przyspiesza tej pracy. Przerywa ją co wieczór, a rano trzeba wszystko zaczynać od początku.

Dlatego mówię, że alkohol nie skraca żałoby, tylko odkłada ją na później. Spotykam ludzi, którzy przychodzą na terapię dwa, pięć, dziesięć lat po śmierci kogoś bliskiego i dopiero w trzeźwości zaczynają go naprawdę opłakiwać. Specjaliści nazywają to żałobą odroczoną. Ja widzę w tym po prostu smutek, który latami czekał na swoją kolej.

Kiedy taki stan się przeciąga, smutek po stracie potrafi zamienić się w coś trudniejszego. O tym, jak uzależnienie łączy się z depresją i lękiem, pisałem osobno.

Kiedy trudny okres staje się problemem

Nie każdy, kto po pogrzebie pił więcej niż zwykle, jest uzależniony. Wiele osób przez kilka tygodni sięga po alkohol częściej, a potem życie samo wraca do dawnego rytmu. Żałoba nie jest chorobą i nie trzeba jej leczyć. Ale picie, które ją przykrywa, z czasem może zamienić się w osobny, bardzo poważny problem.

Warto być szczególnie ostrożnym i zatrzymać się na chwilę, jeśli:

  • wieczór bez alkoholu wydaje się nie do przejścia,
  • rocznice, święta i wizyty na cmentarzu nie obywają się już bez picia,
  • o zmarłym łatwiej ci mówić po kilku kieliszkach niż na trzeźwo,
  • coraz częściej pijesz sam albo tak, żeby nikt nie widział,
  • mija pół roku, rok, a alkoholu jest nie mniej, tylko więcej,
  • bliscy przestali pytać, bo „przecież jeszcze przeżywa”.

Najczęściej widzę to u ludzi, którzy pili już wcześniej, tylko nie aż tyle. U tych, którzy stracili kogoś nagle i nie zdążyli się pożegnać. I u tych, którzy w rodzinie byli „silni”: po pogrzebie zajęli się wszystkim, tylko nie własnym smutkiem. Jeśli jest tak, że rozpoznajesz u siebie kilka z tych sygnałów, przeczytaj tekst o tym, po czym poznać uzależnienie od alkoholu.

Jedną rzecz trzeba powiedzieć wprost. Żałoba połączona z piciem to jedna z sytuacji, w których najłatwiej o myśl, że nie ma po co dalej żyć. Alkohol takiej myśli nie tworzy, ale sprawia, że trudniej ją przeczekać do rana. Jeśli się pojawia, nie zostawaj z nią sam.

Pierwsze trzeźwe Wszystkich Świętych

Dla kogoś, kto niedawno przestał pić, ten dzień łączy wszystko, co trudne: groby, rodzinny stół, wspomnienia i toast, którego trudno odmówić. Dla wielu to także pierwszy raz, kiedy staną przy grobie bliskiej osoby zupełnie trzeźwi. Czasem też chodzi o kogoś, kto zmarł w czasie ich picia i kogo nigdy naprawdę nie pożegnali.

Kilka rzeczy, które pomagają moim pacjentom:

  • Ustal wcześniej, co zrobisz przy toaście. Szklanka wody albo kompotu podniesiona razem z innymi wystarczy. Nikt nie musi wiedzieć, co jest w środku, a gest dla zmarłego pozostaje ten sam.
  • Powiedz jednej zaufanej osobie przy stole, że nie pijesz. Ktoś, kto to wie, potrafi zmienić temat, zanim inni zaczną cię namawiać.
  • Zdecyduj, kiedy wychodzisz. Najtrudniejsza bywa nie wizyta na cmentarzu, tylko trzecia godzina przy stole.
  • Na cmentarz możesz pójść o innej porze niż reszta rodziny. Rano, w ciszy, sam albo z kimś, przy kim nie musisz udawać.
  • Zaplanuj wieczór. Telefon do terapeuty albo do kogoś z grupy, spacer, cokolwiek, co nie zostawi cię samego w pustym mieszkaniu.

Jeśli tego dnia przyjdzie mocny smutek, nie znaczy to, że coś idzie źle. Zwykle znaczy to, że żałoba wreszcie dostała miejsce, którego przez lata szukała. Warto jednak znać sygnały, które często poprzedzają powrót do picia, i w takie dni traktować je szczególnie poważnie.

Żałoba nie ma terminu

Nikt nie powie ci, ile powinna trwać żałoba. U jednych łagodnieje po kilku miesiącach, u innych wraca falami przez lata, zwłaszcza w rocznice i w takie dni jak pierwszy listopada. To normalne Jedno wiem na pewno: żeby żałoba mogła kiedyś złagodnieć, trzeba w niej być przytomnym. Trzeba pozwolić sobie na smutek wtedy, kiedy przychodzi, a nie odsyłać go co wieczór na jutro.

Smutek i tak poczeka do rana. Lepiej spotkać go wyspanym, z kimś obok, niż o świcie, w samotności, z bólem głowy i wstydem za wczorajszy wieczór.

Jeśli widzisz, że od miesięcy przeżywasz żałobę przy kieliszku, to nie jest słabość ani brak charakteru. To znak, że potrzebujesz pomocy w dwóch sprawach naraz: ze stratą i z piciem. Przez jedno i drugie da się przejść, ale rzadko w pojedynkę. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, napisz do mnie.

FAQ – najczęstsze pytania o alkohol i żałobę

Czy picie po śmierci bliskiej osoby to już uzależnienie?

Samo to, że ktoś przez pewien czas po stracie pije więcej, nie oznacza jeszcze uzależnienia. Niepokojące jest to, że picie staje się głównym sposobem radzenia sobie ze smutkiem, wieczory bez alkoholu wydają się nie do przejścia, a ilość rośnie zamiast maleć. Jeśli po kilku miesiącach alkohol nadal pełni tę rolę albo mimo prób nie udaje się go ograniczyć, warto porozmawiać ze specjalistą. Taka rozmowa na wczesnym etapie jest dużo łatwiejsza niż leczenie po latach.

Żałoba nie ma jednego terminu. U wielu osób najostrzejszy ból łagodnieje w ciągu kilku miesięcy do roku, ale smutek może wracać przy rocznicach i świętach przez długie lata. Pomocy warto szukać wtedy, gdy mimo upływu czasu trudno wrócić do codziennych obowiązków, życie zatrzymało się na dniu śmierci bliskiej osoby albo żałobę przykrywa alkohol. W tej ostatniej sytuacji smutek nie ma szansy się zmieniać, bo co wieczór zostaje odsunięty.

Najwięcej daje obecność bez butelki: wspólny spacer, herbata, rozmowa o zmarłym, której ta osoba się nie boi. Zamiast przynosić alkohol „na rozluźnienie”, lepiej zapytać, jak sobie radzi wieczorami. Jeśli picie ciągnie się miesiącami, warto spokojnie i bez oskarżeń nazwać to, co widzisz, i zaproponować konkretną pomoc, na przykład wspólną wizytę u terapeuty. Pamiętaj też, że ty również przeżywasz tę stratę i możesz potrzebować wsparcia dla siebie.

Gdzie zadzwonić, o każdej porze
112 — w razie bezpośredniego zagrożenia życia
116 123 — kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych, całą dobę, bezpłatnie
800 70 22 22 — Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym, całą dobę, bezpłatnie
Pełna lista kontaktów i miejsc, gdzie można uzyskać pomoc →

Avatar photo

Maciej Zapała

Nazywam się Maciej Zapała. Jestem certyfikowanym instruktorem terapii uzależnień (certyfikat PARPA nr 470 - obecnie KCPU) i od lat pracuję z osobami uzależnionymi od alkoholu, narkotyków, leków i hazardu. W swojej praktyce zajmuję się zarówno osobami uzależnionymi, jak i ich rodzinami. Na blogu Pierwszy Krok piszę o mechanizmach nałogu, procesie terapii i tym, co naprawdę pomaga wrócić do zdrowia i normalnego życia.