Sala terapii grupowej leczenia uzależnień

Czy uzależnienie to choroba? O depresji mówimy głośno, o uzależnieniu wciąż szeptem

10 października obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. To dobry moment, żeby zapytać, dlaczego w rozmowie o zdrowiu psychicznym tak rzadko pojawia się uzależnienie.

Tym tekstem zaczynam serię artykułów, w których przez najbliższe tygodnie będę pisał o uzależnieniach właśnie z tej perspektywy: jako o sprawie zdrowia psychicznego, a nie charakteru. Na początek pytanie najbardziej podstawowe: czy uzależnienie to w ogóle choroba?

Kiedy ktoś mówi w pracy, że bierze zwolnienie, bo leczy depresję, zwykle spotyka się ze zrozumieniem. Ktoś kiwnie głową, ktoś inny powie, że też przez to przechodził, a może jakiś jego znajomy. Często padną pytania, czy czegoś nie potrzeba. Jeszcze kilkanaście lat temu tak nie było. Ta zmiana jest prawdziwa i jest dużą zasługą wszystkich, którzy o depresji zaczęli mówić głośno.

Kiedy ktoś powie, że idzie na terapię uzależnienia – od alkoholu, narkotyków czy od hazardu – zapada cisza. Albo pada żart. Albo ktoś szybko zmienia temat.

Widzę skutki tej różnicy w gabinecie. Bardzo wielu moich pacjentów trafia do mnie okrężną drogą. Przychodzą po roku czy dwóch leczenia depresji, w czasie których nikt nie zapytał o picie, leki czy zakłady. Albo właśnie zapytał, a oni odpowiedzieli, że wszystko jest „normalnie”. Łatwiej było powiedzieć lekarzowi o smutku, bezsenności i braku sił niż o tym, co działo się każdego wieczoru. Bo depresja brzmi jak choroba. Uzależnienie brzmi jak wina.

Dzień Zdrowia Psychicznego to dobra okazja, żeby rozprawić się z tym rozróżnieniem, bo w mojej codziennej pracy widzę, ile ono kosztuje.

Czy uzależnienie to choroba? Krótka odpowiedź

Tak, uzależnienie jest jednostką chorobową w międzynarodowej klasyfikacji chorób – zarówno w ICD-10, którą wciąż posługuje się polski system ochrony zdrowia, jak i w nowszej ICD-11. Należy do rozdziału zaburzeń psychicznych i zachowania, czyli tego samego, w którym znajdują się depresja i zaburzenia lękowe. Medycyna traktuje więc uzależnienie jako chorobę od dziesięcioleci.

Uzależnienie rozpoznaje się według konkretnych kryteriów, a nie tego, ile ktoś pije, bierze czy przegrywa, ani też nie według tego, jak wygląda. Kryteria są w dużej mierze wspólne dla różnych substancji:

  • silne pragnienie albo przymus sięgania po substancję,
  • utrata kontroli nad tym, kiedy się zaczyna, ile się bierze i kiedy się kończy,
  • objawy odstawienne po przerwaniu albo ograniczeniu,
  • rosnąca tolerancja, czyli potrzeba coraz większych dawek,
  • zaniedbywanie innych spraw, obowiązków i przyjemności,
  • kontynuowanie mimo wyraźnych szkód.

Do rozpoznania wystarczy, że kilka z nich występuje jednocześnie przez dłuższy czas. Nie trzeba mieć wszystkich i nie trzeba też „sięgnąć dna”.

Z punktu widzenia medycyny sprawa jest więc rozstrzygnięta. Nierozstrzygnięta pozostaje w głowach, także w głowach samych osób uzależnionych i ich rodzin.

Czy alkoholizm to choroba?

Tak, i jest to najczęstsze uzależnienie, z jakim ludzie trafiają do mojego gabinetu. Medyczna nazwa to zespół zależności alkoholowej (ZZA). Rozpoznaje się go według tych samych kryteriów co inne uzależnienia od substancji. Ciekawe jest to, że o alkoholizmie, jako chorobie, mówi się w Polsce od dawna, a mimo to w codziennym języku wciąż funkcjonuje raczej jako wada charakteru niż diagnoza.

Jeśli zastanawiasz się, czy problem dotyczy ciebie albo kogoś bliskiego, pisałem szczegółowo o tym, jak te kryteria wyglądają w praktyce.

A hazard, praca, internet?

Uzależnić można się nie tylko od substancji. W ICD-11 hazard i granie w gry znalazły się w jednej grupie z uzależnieniami od substancji – jako zaburzenia wynikające z zachowań nałogowych. To ważny sygnał: medycyna uznała, że mechanizm jest ten sam, nawet jeśli nic nie trafia do organizmu z zewnątrz.

Z innymi zachowaniami, takimi jak kompulsywne zakupy, praca, niekontrolowane korzystanie z internetu – sytuacja jest mniej jednoznaczna. Nie mają osobnych kodów diagnostycznych, ale w praktyce terapeutycznej widać u nich te same elementy: utratę kontroli, przymus, narastające szkody i ucieczkę od tego, co trudne. Więcej tekstów o tej grupie znajdziesz w kategorii inne uzależnienia.

Dlaczego o depresji mówimy głośno, a o uzależnieniu szeptem

Mam na to kilka odpowiedzi, które zebrałem przez lata rozmów z pacjentami i ich bliskimi.

Depresja „się przydarza”, a uzależnienie „się wykonuje”. Nikt nie wybiera depresji. Kieliszek, tabletkę czy kolejny zakład każdy wykonuje sam. Ta pozorna dobrowolność sprawia, że uzależnienie wygląda na decyzję, a decyzje się ocenia. Wrócę do tego jeszcze, bo to najważniejsze nieporozumienie w całej sprawie.

Uzależnienie ma świadków. Depresja boli przede wszystkim chorego. Uzależnienie boli też wszystkich wokół: partnera, który pilnuje butelek albo konta, dzieci, które widzą więcej, niż się dorosłym wydaje, rodziców, współpracowników. Kiedy choroba zostawia po sobie tyle krzywdy, trudno patrzeć na nią ze współczuciem. Łatwiej ze złością.

Każde uzależnienie ma w Polsce swoją obraźliwą etykietę. Alkoholik to ktoś, kto „nie umie pić”. Osoba uzależniona od narkotyków to „ćpun”. Hazardzista to ktoś „nieodpowiedzialny”. Za każdym z tych słów stoi ta sama sugestia: że inni sobie radzą, a ten człowiek jest po prostu słabszy.

Obraz osoby uzależnionej jest fałszywy. Większość ludzi widzi kogoś takiego pod sklepem albo na dworcu. Tymczasem w moim gabinecie bywają prawnicy, menedżerowie, nauczycielki, lekarze, właściciele firm, matki, które odwożą dzieci na zajęcia. Nikt z nich nie pasuje do stereotypu, więc każdy z nich przez lata był przekonany, że problem go nie dotyczy.

O uzależnieniu mówi się głównie w kontekście kary. Kampanie o depresji zachęcają, żeby szukać pomocy. O alkoholu mówi się najczęściej przy okazji pijanych kierowców, przemocy i wypadków, o narkotykach – przy okazji policyjnych obław i wyroków. Przekaz jest prosty: uzależnienie to coś, za co się odpowiada, a nie coś, co się leczy.

Skutek jest zawsze ten sam: wstyd. A nic nie opóźnia tak jak wstyd. Ludzie przychodzą na terapię nie wtedy, kiedy zaczyna się problem, tylko wtedy, kiedy już nie da się go ukryć. Często kilka albo kilkanaście lat za późno.

Dlaczego to nie jest kwestia charakteru

Osoby uzależnione słyszą najczęściej jedno zdanie: „weź się w garść”. Słyszą je od rodziny, współpracowników, od znajomych i przede wszystkim od samych siebie. Problem w tym, że uzależnienie uszkadza dokładnie ten mechanizm, który odpowiada za „wzięcie się w garść” i staje się to niewykonalne w powszechnym rozumieniu.

Każde uzależnienie – od alkoholu, narkotyków, leków czy hazardu – zmienia działanie układu nagrody w mózgu. Z czasem to, od czego człowiek jest uzależniony, przestaje być jedną z wielu przyjemności i staje się czymś, czego mózg zaczyna się domagać jak rzeczy niezbędnej. Rośnie tolerancja, więc do tego samego efektu potrzeba coraz więcej. Jednocześnie słabnie działanie tych obszarów, które odpowiadają za hamowanie impulsów, planowanie i przewidywanie konsekwencji. Postanowienie „dziś nie” zapada więc w tej części mózgu, którą choroba osłabia najbardziej.

Do tego dochodzi podatność, na którą nikt nie ma wpływu. Badania bliźniąt pokazują, że czynniki genetyczne odpowiadają mniej więcej za połowę ryzyka rozwinięcia uzależnienia. Nie jest to wyrok, ale wyjaśnienie, dlaczego dwie osoby, które przez lata robiły to samo, mogą skończyć w zupełnie innym miejscu.

Jest jeszcze warstwa psychologiczna, której z zewnątrz nie widać: zaprzeczanie, pomniejszanie, racjonalizowanie. Nie są to kłamstwa w zwykłym, ludzkim sensie. To mechanizmy uzależnienia, które chronią nałóg przed konfrontacją z rzeczywistością, i działają również wtedy, gdy człowiek szczerze wierzy w to, co mówi.

„Przecież sam to wybiera”. O wyborze i odpowiedzialności

To najpoważniejszy argument przeciwko nazywaniu uzależnienia chorobą i chcę go potraktować uczciwie. Tak, pierwszy kieliszek, pierwsza tabletka czy pierwszy zakład były wyborem. Setne zapewne też. Ale z wieloma chorobami jest podobnie. Cukrzyca typu drugiego, nadciśnienie, choroba wieńcowa – w każdej z nich styl życia i codzienne decyzje odgrywają ogromną rolę. Nikt jednak nie twierdzi, że przez to przestają być chorobami. Nikt nie mówi osobie z nadciśnieniem, że skoro sama sobie soliła, to niech teraz sama sobie radzi.

Różnica polega na tym, że w uzależnieniu choroba atakuje samo narzędzie wyboru. Na początku człowiek decyduje, czy sięgnąć. Z czasem decyduje już tylko, jak to ukryć, jak wytłumaczyć i kiedy zacząć od nowa. Wybór na początku drogi nie oznacza, że można wybierać przez cały czas.

Jednocześnie chcę powiedzieć jasno coś, co mówię każdemu pacjentowi: choroba nie zdejmuje odpowiedzialności. Przenosi ją. Nie odpowiadasz za to, że zachorowałeś. Odpowiadasz za to, co z tą chorobą robisz. Za to, czy się leczysz. Za to, co robisz ludziom wokół siebie.

To ważne także dla rodzin. Uznanie uzależnienia za chorobę nie oznacza, że trzeba tolerować kłamstwa, przemoc, znikające pieniądze czy kolejne złamane obietnice. Obietnice poprawy z czasem przestają uspokajać. Choroba wyjaśnia zachowanie, ale go nie usprawiedliwia.

Co zmienia uznanie uzależnienia za chorobę

Mogłoby się wydawać, że to tylko spór o słowa. Zwykła semantyka. W praktyce słowo „choroba” zmienia bardzo dużo.

Zamienia wstyd na plan. Wstydzić się można w nieskończoność i nic z tego nie wynika. Chorobę się diagnozuje i leczy. Pacjenci, którzy przyjmują tę perspektywę, zwykle po raz pierwszy od lat przestają pytać „co jest ze mną nie tak?” i zaczynają pytać „co mam dalej z tym robić?”.

Wyjaśnia, dlaczego sama silna wola nie wystarcza. Nikt nie leczy cukrzycy postanowieniem. Wiele osób uzależnionych przez lata próbuje właśnie w ten sposób, z coraz większym poczuciem porażki po każdej nieudanej próbie. Terapia daje coś, czego postanowienie nie daje: wiedzę o tym, jak działa choroba, i konkretne narzędzia do radzenia sobie z nią.

Inaczej ustawia nawroty. Uzależnienie jest chorobą przewlekłą, a w chorobach przewlekłych nawroty się zdarzają, niestety często. Badania pokazują, że pod tym względem uzależnienie nie odbiega od nadciśnienia czy astmy, a przy nich nikt nie uznaje zaostrzenia za dowód, że leczenie nie ma sensu. Nawrót ma swoje sygnały ostrzegawcze i da się na nie reagować wcześniej.

Odciąża rodzinę. Bliscy osoby uzależnionej często przez lata noszą w sobie przekonanie, że gdyby byli lepsi, cierpliwsi, bardziej kochający, to nałóg by ustąpił. Choroba nie bierze się z tego, że ktoś za mało kochał, i miłością się jej nie wyleczy. Dla wielu rodzin to zdanie jest początkiem wyjścia z układu, który dobrze opisuje słowo współuzależnienie.

Otwiera drzwi do leczenia. Skoro to choroba, to leczy się ją jak chorobę – w ramach publicznej ochrony zdrowia. Do poradni leczenia uzależnień nie jest potrzebne skierowanie, a terapia w placówkach, które mają umowę z NFZ, jest bezpłatna.

Uzależnienie i depresja często idą w parze

Rozdzielanie depresji i uzależnienia na dwie osobne kategorie – jedną godną współczucia, drugą godną potępienia – jest tym bardziej absurdalne, że bardzo często występują razem. Jedni zaczynają pić, brać albo grać, żeby znieczulić obniżony nastrój. U innych to właśnie uzależnienie, rozbity sen i narastające problemy prowadzą do depresji. Po kilku latach trudno już ustalić, co było pierwsze.

Dlatego osobom, które leczą się na depresję, powtarzam jedno: powiedz lekarzowi prawdę o piciu, lekach i wszystkim innym, po co sięgasz. Całą prawdę. Alkohol i inne substancje osłabiają działanie leków przeciwdepresyjnych i nasilają objawy, z którymi leczenie ma sobie poradzić. Jeśli to zostanie przemilczane, leczenie depresji może latami nie przynosić żadnego efektu.

Połączenie depresji i uzależnienia jest też szczególnie niebezpieczne w chwilach kryzysu. Jeśli pojawiają się myśli, że nie ma sensu żyć, alkohol w takich momentach działa na niekorzyść, a na stronie pilnej pomocy są numery, pod którymi ktoś odbierze o każdej porze i zaoferuje swoją pomoc.

Kiedy warto poszukać pomocy

Wcześniej, niż się wydaje. Nie trzeba czekać na utratę pracy, rozpad rodziny, długi czy wypadek. Wystarczy, że alkohol, tabletki, zakłady albo cokolwiek innego zaczęły być sposobem na radzenie sobie z czymkolwiek – ze stresem, z samotnością, z wieczorem.

Pierwszy krok nie musi oznaczać ośrodka ani wielotygodniowego leczenia. Najczęściej jest nim jedna rozmowa z kimś, kto się na tym zna, w poradni leczenia uzależnień, u terapeuty albo u lekarza. To nie jest zobowiązanie. To zebranie informacji przed decyzją.

Jeśli od dawna codziennie pijesz albo przyjmujesz leki uspokajające czy nasenne, nie odstawiaj ich nagle na własną rękę. Przy zależności fizycznej może to być niebezpieczne dla zdrowia i wymaga opieki lekarskiej, a często odtrucia.

A jeśli czytasz to z myślą o kimś bliskim, zacznij od siebie. Życie obok uzależnienia zmienia także ciebie. Rozmowa z osobą uzależnioną ma swoje zasady, które warto poznać, zanim zaczniesz.

FAQ – najczęstsze pytania o uzależnienie w kontekście choroby

Czy uzależnienie to choroba psychiczna?

W sensie klasyfikacyjnym tak. Uzależnienia należą w międzynarodowej klasyfikacji chorób do rozdziału zaburzeń psychicznych i zachowania – tego samego, w którym znajdują się depresja i zaburzenia lękowe.

Tak, alkoholizm, czyli zespół zależności alkoholowej, jest chorobą ujętą w międzynarodowej klasyfikacji chorób i rozpoznawaną według tych samych kryteriów co inne uzależnienia od substancji.

Uzależnienie jest chorobą przewlekłą, ale skutecznie leczoną. Leczenie zwykle nie przywraca możliwości kontrolowanego sięgania po substancję, za to pozwala utrzymać trwałą abstynencję i wrócić do pełnego życia – w pracy, w rodzinie i we własnej głowie.

Dziedziczy się podatność, a nie samą chorobę. Czynniki genetyczne odpowiadają mniej więcej za połowę ryzyka, resztę tworzą środowisko, doświadczenia i sposób używania. Osoba z rodziny, w której było uzależnienie, nie jest na nie skazana, ale powinna być szczególnie uważna.

Tak, uznanie uzależnienia za chorobę nie zwalnia z odpowiedzialności – przenosi ją z samego faktu zachorowania na to, co człowiek robi z chorobą: czy się leczy i jak traktuje ludzi wokół siebie.

Nie, do poradni leczenia uzależnień można zgłosić się bez skierowania, a terapia w placówkach mających umowę z NFZ jest bezpłatna.

Depresja przestała być tematem wstydliwym, bo wiele osób zdecydowało się powiedzieć o niej głośno. Z uzależnieniem może być tak samo. Nie wymaga to wielkich deklaracji – czasem wystarczy przestać nazywać chorobę słabością.

W kolejnych tekstach z tej serii przyjrzę się bliżej temu, jak ta choroba wygląda w praktyce: w ciele, w głowie i w codziennym życiu.

Jeśli ten tekst dotyczy ciebie albo kogoś bliskiego, napisz do mnie. Porozmawiamy spokojnie, bez oceniania i bez zobowiązań.

Avatar photo

Maciej Zapała

Nazywam się Maciej Zapała. Jestem certyfikowanym instruktorem terapii uzależnień (certyfikat PARPA nr 470 - obecnie KCPU) i od lat pracuję z osobami uzależnionymi od alkoholu, narkotyków, leków i hazardu. W swojej praktyce zajmuję się zarówno osobami uzależnionymi, jak i ich rodzinami. Na blogu Pierwszy Krok piszę o mechanizmach nałogu, procesie terapii i tym, co naprawdę pomaga wrócić do zdrowia i normalnego życia.